Strona główna    O nas    Usługi    Gdzie są wolne magazyny i grunty    Porady    Aktualności rynkowe    Kontakt    EN
» Informacje o nowych inwestycjach w nieruchomości » Magazyny i grunty - informacje z rynku - archiwum agencji JARTOM » SORAYA ZAINWESTUJE 60 MLN ZŁ W RADZYMINIE INFORMACJE Z AGENCJI JARTOM
JARTOM - HALE I GRUNTY W CAŁEJ POLSCE
+48 22 ... zobacz numer
Skorzystaj z chatu: kliknij tutaj
Zostań klientem: wypełnij formularz

   W JARTOM mamy 99% rynku magazynowego


 

SORAYA ZAINWESTUJE 60 MLN ZŁ W RADZYMINIE INFORMACJE Z AGENCJI JARTOM

Do nowej fabryki polskiej firmy przetransferowana zostanie produkcja z dwóch europejskich zakładów jej właściciela - amerykańskiego koncernu Alberto Culver.
Przedstawiciele polskiej firmy kosmetycznej Soraya mają już lokalizację i plany budowlane. Nowa fabryka powstanie kilometr od istniejącego zakładu firmy zlokalizowanego w podwarszawskim Radzyminie.
Jarosław Cybulski, prezes Sorai, zapowiada, że nowa fabryka będzie w stanie wyprodukować czterokrotnie więcej kosmetyków niż obecna. Dziś w radzymińskiej fabryce Sorai miesięcznie z taśm produkcyjnych schodzi 2 mln sztuk kremów.
Budowa nowej fabryki będzie realizowana w dwóch etapach. Realizacja pierwszego, wartego ponad 30 mln zł, potrwa rok, a rozpocznie się na wiosnę przyszłego roku.
Drugi etap rozpocznie się dopiero po rozruchu pierwszego modułu. Na drugi etap firma zamierza wydać podobną kwotę, jak zainwestowana w pierwszym.
Do Radzymina przeniesiona będzie produkcja z dwóch innych europejskich zakładów amerykańskiego koncernu kosmetycznego Alberto Culver, od czterech lat właściciela radzymińskiej firmy.
Alberto Culver przenosi produkcję z Wielkiej Brytanii i Szwecji do Radzymina ze względu na niższe koszty produkcji. Dzięki przeniesieniu produkcji nad Wisłę, firma liczy także na zwiększenie tutaj sprzedaży. - Zakłady zagraniczne koncernu mają moce produkcyjne, ale kosztują one drożej, przez co wzrasta również cena produktu. Strategia marketingowa Sorai ustawiona jest na produkty technologicznie zaawansowane, ale po cenie nie przekraczającej 16 zł za sztukę - tłumaczy Cybulski.
Strategia przynosi oczekiwany skutek. Przychody i zyski firmy rosną w dużym tempie. - Za 2004 rok nasze przychody są o 100 procent wyższe niż te w 2003 roku - ujawnia Jarosław Cybulski. W 2004 roku (rok obrachunkowy skończył się w październiku) firma sprzedała kosmetyki za 54,7 mln zł. W tym czasie zysk netto wyniósł aż 26,9 mln zł.
Plany na 2005 rok są równie ambitne - sprzedaż firmy ma sięgnąć 76,6 mln zł.
W segmencie kosmetyków do pielęgnacji twarzy Soraya na polskim rynku zajmuje obecnie trzecie miejsce - za Laboratorium Kosmetycznym Dr Irena Eris oraz francuską firmą L'Oreal (w tej statystyce nie uwzględnia się firm sprzedaży bezpośredniej - Avon i Oriflame). Irena Eris i L'Oreal mają po 15-16 proc. udziału w rynku - Soraya 6 proc. Za firmą z Radzymina plasują się Kolastyna, Dax Cosmetics, Dermika i Pollena Uroda.
Jeśli chcesz wynająć obiekt magazynowy lub produkcyjny, bądź jesteś zainteresowany wybudowaniem obiektu skontaktuj się z naszym agentem, a on udzieli Ci wszelkich informacji.
Źródło: Biznes Polska Cezary Pytlos

Zakupy przez Internet
Szef dobrze prosperującej firmy dostarczającej kwiaty do supermarketów tworzy internetową platformę do handlu kwiatami
Zdaniem Pawła Szymaniuka, szefa Internetowej Giełdy Kwiatowej i Warzywnej, która 1 stycznia zainauguruje swoją działalność, Polacy są tradycjonalistami, jeśli chodzi o kwiaty. W naszym kraju gros ogrodników uprawia zaledwie paręnaście gatunków, tymczasem oferta ich holenderskich kolegów obejmuje około dziesięciu tysięcy.
Nie ma zresztą powodu, by producenci kwiatów w Polsce eksperymentowali, skoro i tak w wypadku kwiatów ciętych ponad 70 procent sprzedaży stanowią róże w różnych odmianach i kolorach. 95 procent polskich upraw kwiatowych to oprócz róż gerbery, goździki, a sezonowo tulipany i chryzantemy.
Według statystyk, w czasie zakupów w kwiaciarniach nie grzeszymy rozrzutnością, przeciętny Polak rocznie kupuje kwiaty za 15 euro, tymczasem Niemiec za 80-90 euro. Szymaniuk pociesza się jednak, że powoli i systematycznie wskaźniki te się zmieniają i nie ma powodu, żebyśmy już wkrótce nie stali się kwiatową potęgą, przynajmniej w regionie(...)
Od pierwszego stycznia Szymaniuk chce utworzyć giełdę kwiatową na wzór "parkietu" działającego w Holandii. IGKW będzie niczym innym, jak tylko platformą informatyczną, na której będą zawierane transakcje pomiędzy producentami kwiatów a ich hurtowymi odbiorcami. Jego przedsięwzięcie sprawi, że rynek kwiatów w Polsce stanie się bardziej profesjonalny, a ogrodnicy wreszcie będą mogli się wyspać i zająć uprawą roślin.
- Dotąd funkcjonuje system sprzedaży bazarowej - tłumaczy Szymaniuk. - Ogrodnik przyjeżdża w nocy, wystawia kwiaty w samochodzie na sprzedaż. Koczuje, dopóki nie sprzeda swojego towaru, często do rana. Potem wraca do gospodarstwa, pośpi godzinę i znowu musi zabrać się do pracy. (...)
- Do OBI trafiłem na stanowisko kupca - kupowałem od dostawców zewnętrznych kwiaty. (…) Struktura zakupów tego typu sieci handlowych jest następująca - jeden główny dostawca, kilku mniejszych uzupełniających. Funkcję głównego dostawcy pełnią zazwyczaj firmy z Zachodu, które podpisały z siecią umowy obejmujące dostawy kwiatów do marketów we wszystkich krajach Europy. W wypadku OBI taką rolę pełni holenderska Królewska Firma Ogrodnicza Lemkes. Inne sieci współpracują także z duńską Gasa Odense czy niemiecką NBV-UGA.
Pracując w OBI, Szymaniuk się zorientował, że na rynku jest luka, którą można wykorzystać. Dostawał dużo ofert od polskich ogrodników, które pod względem jakości nie ustępowały zachodnim. (...)
Restrukturyzacja działu w OBI spowodowała, że znalazł się za burtą. - Być może za bardzo pomagałem polskim ogrodnikom - domyśla się. I tak narodził się Szymaniuk przedsiębiorca.
Po odejściu z OBI skrzyknął najlepszych ogrodników z którymi dotąd współpracował. Zawiązał z nimi spółkę. Podział ról był prosty - ogrodnicy mają produkować, Szymaniuk zajmie się całą resztą. - Moim atutem było to, że wiedziałem, czego markety oczekują, jak przygotować ofertę, jak towar ma wyglądać, znałem przybliżone ceny. Znałem się też na kwestiach logistycznych, jak załatwienie odpowiedniego transportu - wspomina.
Jak zgodnie przyznają osoby z branży, największym problemem w działalności kwiaciarskiej jest transport. - Są gatunki roślin, które w temperaturze poniżej 10-12 stopni przemarzają i tam stoi na to dowód - mówi Szymaniuk, wskazując na kwiaty pozbawione płatków. Tymczasem zdarza się, że w 20-stopniowy mróz należy dowieźć je do hipermarketu, bo jest promocja. Kwiaty nie dotrą na czas - trzeba płacić kary umowne.
Szymaniuk tłumaczy, że kwiaty, które wyrosły w szklarniach, należy przewozić w... chłodniach. Agregat chłodniczy, w który wyposażone są samochody-chłodnie, może też służyć jako ogrzewanie. Jak podkreśla, bardzo ważne jest przeszkolenie kierowców, by byli świadomi, jak delikatny towar przewożą i nie wystawiali go niepotrzebnie na działanie warunków atmosferycznych.
Spółka z ogrodnikami nie okazała się idealną formą działania. Sp. z o.o. została rozwiązana i odtąd Szymaniuk działa samodzielnie. Jak podkreśla, wciąż współpracuje z większością ogrodników, z którymi rozpoczynał działalność.
Pierwszy kontrakt podpisał z działającą na północy Polski duńską siecią Netto, która zamówiła kwiaty na około 100 tysięcy złotych. Potem pojawili się kolejni klienci: Metro, operator hipermarketów Praktiker i Makro, OBI, Géant, Kaufland, Brico i Intermarché. - Po pewnym czasie więc kolejni ogrodnicy sami się do mnie zgłaszali. Ogrodnicy to bardzo zamknięte środowisko, wszyscy się znają. Obecnie współpracuję z około 20 ogrodnikami porozrzucanymi po całej Polsce.
Podpisywane kontrakty znajdowały powoli odbicie w obrotach. W 2002 roku firma Szymaniuka zanotowała przychody w wysokości 300 tys. zł. W rok później było to 2 mln zł. W 2004 roku kwota 2 mln złotych przeszła przez księgowość już w sierpniu. - Hamujemy rozwój, żeby nie budować kolosa na glinianych nogach - twierdzi szef Internetowej Giełdy Kwiatowej, który planuje obecnie nie tylko rozrost własnej firmy, ale przy okazji także danie impulsu do rozwoju rynku kwiatowego w Polsce.
Aby zrealizować swój plan, wynajął 826 metrów powierzchni magazynowej i kilkaset biurowej w Manhattan Business & Distribution Park w Warszawie. Powierzchnia ta została wynajęta przy udziale Olgi Wałkiewicz z Agencji Jartom zajmującej się nieruchomościami komercyjnymi. W Parku tym staną serwery Internetowej Giełdy Kwiatowej, która swoim zasięgiem obejmie cały kraj. Za wzór Szymaniuk bierze podobną instytucję, która z powodzeniem działa w Holandii. W tej formie giełda zacznie działać w pierwszej połowie przyszłego roku.
Zasada jest prosta: sprzedający, którym może być ogrodnik, producent lub importer, w odpowiednich godzinach przed sesją składa swoją ofertę, która trafia na giełdowy serwer. Następnie podczas sesji kupujący - czyli centra ogrodnicze czy markety - spośród wielu ofert wybiera tę, która mu najbardziej odpowiada, wysyłając odpowiedni komunikat na serwer. - Podczas sesji giełdowej ceny mogą ulegać zmianie, ale nie będzie można spekulować - tłumaczy zasady Szymaniuk. Po zawarciu transakcji giełda zabezpiecza stronę finansowo-organizacyjną: wydaje faktury, zabezpiecza płatności oraz transport. Ogrodnik po sprzedaży dostaje potwierdzenie, że sprzedał tyle a tyle i następnie odwozi towar do najbliższego magazynu. Na tym jego rola się kończy. Magazyny obsługujące Internetową Giełdę Kwiatową są cztery - pod Warszawą, pod Poznaniem, w Gliwicach i Gdańsku. Wszystkie należą do firmy Fresh Logistics z grupy Raben. Stamtąd już samochodami Fresh Logistics kwiaty pojadą do odbiorców w całej Polsce, a także poza jej granice. - Koszty transportu pokrywa producent, więc musi tak skalkulować cenę, żeby mu się opłacało - precyzuje Szymaniuk. I dodaje: Minimalna ilość, jaką będzie można kupić, to jedna paleta - około 300 sztuk kwiatów doniczkowych albo 1700 małych kaktusów.
Szef IGKW nie ukrywa, że giełda pomoże w rozwoju jego firmie, ale także i całemu rynkowi. Sprzedający będą mieli ułatwiony dostęp do rynków zbytu, a kupujący przegląd ofert. Pozwoli to wielu ogrodnikom znaleźć odbiorców za granicą. Po 1 maja 2004 roku wielu polskim producentom udało się pozyskać klientów za zachodnią granicą, gdzie kwiatki z Polski cieszą się dobrą opinią. - Przyjmowałem wielokrotnie Holendrów, z którymi odwiedzaliśmy ogrodników, i byli zaskoczeni jakością. Oni traktują gospodarstwa jak fabryki, a u nas kwiaty pielęgnują ludzie, a nie maszyny - tłumaczy Szymaniuk, który od przyszłego roku będzie dostarczał kwiaty do hal Metro w całej Europie, a także Kauflandu w Czechach. Źródło: Biznes Polska, Karol Chlipalski

inne informacje »»



Aktualności rynkowe
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

FORMULARZ DLA POSZUKUJĄCYCH MAGAZYNU:

Imię i Nazwisko, Firma:
E-mail:
Telefon:

SZUKAJ NIERUCHOMOŚĆ:

rodzaj nieruchomości
rodzaj transakcji
region
numer oferty  
OFERTY NA MAPIE:

wyszukiwarka w części redakcyjnej serwisu

WYSZUKIWARKA W CZĘŚCI REDAKCYJNEJ SERWISU:


Zapisz się do newslettera


2006 - 2017 © JARTOM; Wszystkie prawa zastrzeżone >> o firmie >> Polityka prywatności i Cookies >> nieruchomości >> kontakt